Bardzo szczegółowa niemuzyczna relacja z koncertu Chillwagonu

Bardzo szczegółowa niemuzyczna relacja z koncertu Chillwagonu
Chillwagon

22-letni dziennikarz muzyczny zdał dla was relację z drugiego koncertu w jego życiu. Przeczytacie w niej o rzeczach, na które zaprawieni w bojach koncertowi wariaci nie zwracają uwagi i poczujecie się jakbyście tam byli, ale bez wychodzenia z domu.


Dzięki uprzejmości Agencji The Moon znalazłem się na warszawskim koncercie Chillwagonu. Pewnie gdyby nie ich gest to nigdy nie trafiłbym na tak ważne dla polskiej młodzieży i niezrozumiałe dla większości urodzonych przed 92’ wydarzeniu.

Dotarłem pod mieszczący się przy Polu Mokotowskim klub Iskra. Pierwsza myśl – „dłuuuuga ta kolejeczka”. W teorii mógłbym próbować krzyczeć „jestem z mediów!1!!1111!” i wbić się poza nią, ale nie lubię takich akcji, dlatego grzecznie usadowiłem się na końcu, włożyłem słuchawki do uszu i czekałem na swoją kolej. Chwilę później mocno żałowałem, że zagrałem zgodnie z przyjętymi przez ogół społeczeństwa zasadami. Staje za mną grupa krótko obciętych Sebów i Matich (na oko koło osiemnastki). Ściszam muzyczkę, słyszę jak Seba z Matim dokładnie lustrują całą kolejkę.

Seba: PA MATI, ten w czapce ma 12 lat XDDD

Mati: XDDD

Seba: Pa, a ten ma koszuleczkę FILI, jebaniutki. Taka to dwa koa.

Mati: Co Ty Seba, nie kosztuje tyle.

Seba: No mówię ci, to jest w kolaboracji z kimś tam, sprawdź se na internecie.

Mati: Ta, góra 600 zł.

Seba: Aj tam Mati kocopoły gadasz, za 600 zł to i ja mam, a ta 2000 zł to jest poważna różnica.

Mati: Pa seba jakie gnoje w kolejce XDDD

Seba: XDDD

Niestety nie mogę w tej dyskusji stanąć po niczyjej stronie, ponieważ Seba niczym partner na wycieczce w starszakach stał cały czas obok mnie, a dym z jego papierosa niezwykle skutecznie ograniczał mi widoczność i wiarę w ludzi. Obiektywnie wtrącę, że moim zdaniem średnia wieku oscylowała w okolicach 16 lat, co potwierdziło się, gdy wszedłem do środka.


W środku:

Najlepsza zabawa odbywała się w pokoiku medialnym. Dopóki grał DJ.
Kuluary rynku medialnego to ciekawe, lepkie miejsce, gdzie spotykają się ci, co ten hip-hop kochają i ci co ten hip-hop nienawidzą.

Publika zebrana przy DJ-u rozkręcającym zabawę przed głównym wydarzeniem wyjątkowo entuzjastycznie reagowała na Szpaka, Delfina Bedoesa, Sheck Wesa i trochę lubili Sicko Mode.

Do oceny nagłośnienia pozwolę sobie wykorzystać skalę Gurgiego. Daje pozytywny minus i przechylam wyciągnięty kciuk o 30 stopni w lewo.

Publika domaga się Chilwagonu, krzycząc „Chillwagon, Chillwagon”.

DJ gra dalej.

Podoba im się, ale później znowu krzyczą „Chillwagon, Chillwagon”.

To samo co wyżej x2.

WYCHODZI CHILLWAGON.

Prawie wszyscy wyszli ze strefy media, zostałem sam : (

Idę do baru.

– Poproszę pszeniczne.

– 14 zł.

– Proszę.

– Dziękuję.

Borixon w roli wodzireja sprawdza się równie dobrze, co Jerzy Stuhr.

Bas klasycznie wywraca flaki na lewą stronę, ale to dobrze, tego wymagam od koncertu. Mimo tego, że czasami z pół-playbacku, niespecjalnie musi maskować braki techniczne głównych bohaterów przedstawienia.

Obok mnie stoi bojówka Żabsona, ale w moich oczach nie ma strachu.

Żabson mówi o jaraniu, tłum reaguje euforią.

Żabson nawija a capella, tłum ochoczo wtóruje.

Ja sobie siedzę na oparciu kanapy i myślę, do czego by tu się jeszcze przyczepić.

IV kolumna pod egidą Żabsona zaczyna jednać się z fanatykami całego składu.

Pojednanie.

Znów wygrał hip-hop.

Poszedłem do łazienki.

Rury w łazience wygięte w normie.

Norbert Zawadzki

<W międzyczasie wrócił Żabson>

No, z pozycji baru to wygląda najlepiej. W ogóle, jeśli będziecie kiedyś iść na jakiś koncert, to od razu idźcie zająć miejsce przy barze.

Pamiętajcie też, żeby uśmiechać się do barmanek i barmanów – szybciej was obsłużą.

<teraz krzyczy ZetHa>

No i wyszedł ZetHa, nawet spoko, choć mało co słyszę.

Właśnie chodzi za mną, na oko, 14-latek bez koszulki.

Nigdy nie chciałem pracować w gastro. Serio, ciężka praca.

<wciąż nie wiem czy Kizo ma wąsa ;_;>

Następny utwór, publika wciąż zadowolona.

Postacie słaniające się po drodze prowadzącej do łazienki magicznie ozdrowiały pod wpływem utworu, którego tytułu nie znam.

<chyba jestem stary>

Stoi za mną drugi ziomek bez koszulki – ale miły, tknął mnie butem, przeprosił i zamówił drinka, zamiast pospolitego piwa. Poprawka, drinka z piwem, ehhh…

<Żabson ziomal> bojówka Żabsona znowu dobrała się do głosu.

Żabson wytłumaczył zjawisko moshpitu sformułowaniem „jakby Chillwagon wjechał w Chillwagon” ale przy tym prosił o zachowanie wszelkich zasad BHP, panie władzo.

<Wciąż nie zbliżyłem się do sceny na odległość bliższą niż 7 metrów>

Żabson próbuje coś nawijać po angielsku – spotyka się z ciepłym odbiorem.

Żabson zarzucił hardbasową/kibicowską/techno wiking przyśpiewką – spotka się z ciepłym odbiorem.

WSZYSCY ŁAPY W GÓRĘ!

WARSZAWA!

CZY JESTEŚCIE GOTOWI NA WIĘCEJ?!

[audience left the chat]

Borixon: Gdy ja mówię ojciec, wy mówicie Chillwagonu!

Znowu spotykam typa bez koszulki.

Borixon: Ojciec!

Publika: Chillwagonu!

<koniec utworu>

Chillwagon, Chillwagon, Chillwagon, Chillwagon!

<znowu idę do łazienki>

<hałas narasta>

Wróciłem, jest 00:02, ludzie na koncercie dalej robią to, co ludzie na koncertach.

Idę do loży media się napić.

Mijam dwóch ziomków bez koszulek.

Uzmysłowili mi, że jest duszno.

Idę się przewietrzyć.

Klub jest w bardzo fajnej lokalizacji. Nawet jak nie palicie, to warto posiedzieć z palaczami z Glamrapu na schodkach wyłożonych sztuczną trawą.

Wracam.

Duszno, podłoga wygląda jak duża kałuża potu.

Żabson „namówił rekina do zanurkowania w wodzie”

Czekam.

Na 99.9% rekin nie zanurkował.

Ludzie mówią, że nurkował.

Sam już nie wiem :(((

Czuję się oszukany.

Teraz Kizo wykonuje Pegaza. Publika robi „ejjjjj”.

Reto i ten co nie zanurkował wykonują Jackie Chan.

<spoko nutka>

Żabson zaczął wixe grając swoje solowe numery.

Pozdrowienia.

Docenienie fanów.

Ad-liby Borygi.

Dźwięk wyłączania Windowsa XP.

STUKUPUKU

The End.

Wracam sobie do domu autobusem. Wiecie czym jest miłość? Jak ktoś na was patrzy w N25 w kierunku Międzylesia i nie może oderwać wzroku.

Zdarza się wam, że kibicujecie dwójce zakochanych w autobusie? Mi się co najmniej raz zdarzyło. Patrzę jak ona pisze i widzę, że nie patrzy na mnie. Jak raz mam nadzieję, że pisze do niego, do ziomka który przed chwilą wybrał kolegów zamiast niej. Na oko ma 16/17 lat i jeszcze nie wie, jak bardzo sobie robi pod górkę.

W końcu wysiadają na jednym przystanku – kto wie, może będzie szczęśliwe zakończenie. Ja idę jeść chińskie pierożki.

To był udany wieczór. Jeśli lubicie współczesny polski rap to polecam. Jeśli nie, to zawsze możecie założyć portal, dostać wejściówkę dla mediów i bawić się z innymi, którzy zrobili tak samo.

Działając w zgodzie z rozporządzeniem RODO prosimy o zapoznanie się z Polityką prywatności serwisu.
Kontynuując przeglądanie strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką plików cookies.