Kompletnie niemuzyczna relacja z Moonstivalu

Kompletnie niemuzyczna relacja z Moonstivalu
twaroog/ Agencja The Moon

Po raz kolejny, dzięki uprzejmości Agencji The Moon, znalazłem się na koncercie polskich raperów. Zrecenzowałem piwo, łazienkę, ludzi, no i coś tam o koncertach też znajdziecie.


W połowie drogi zorientowałem się, że muszę jechać do Proximy, a nie do Progresji. Mimo ograniczeń swojego mózgu dotarłem na miejsce przed czasem. Przy wejściu przywitało mnie sześciu ochroniarzy. Ciekawa sprawa, bo z ochroną w klubach jest podobnie jak z policją na ulicach – niby powinienem czuć się bezpieczniej, a jest dokładnie odwrotnie.

– Dobry, Norbuś Zawadzki, chopper.com.pl

– Co?

– Co?

– Co?

– No ja sobie taki portal prowadzę i coś tam piszę.

– A to było od razu, że media. Prosimy na bok.

<będą mnie bić.exe>

– A teraz zapraszamy do podziemi.

<no teraz to już na pewno jest po mnie, wiedziałem, żeby nie robić sobie podśmiechujek z Chillwagonu ostatnim razem>

Moje paranoje się jednak nie sprawdziły i na poziomie -1 serdecznie przywitał mnie organizator w koszulce Prostuli i wręczył plakietkę (na ulubionym boys bandzie polskiej młodzieży były fajniejsze). Jak zwykle opaska spadła mi z nadgarstka. Wszedłem na prawie pustą salę przez scenę, obok grał DJ – już wiem, jak czują się polscy raperzy z 300 wyświetleniami.

18:10 – próbowałem się kulturalnie spóźnić, ale, jak to bywa z dobrymi chęciami, nie wyszło i jestem jedną z 20 pierwszych osób. Najlepiej bawi się ziomek, który niepewnie tańczy ze ścianą przy akompaniamencie Otsochodzi. Jak włączyli Lil Uzi Verta to sobie poszedł : (   ale na God’s Plan wrócił : )

Czas odwiedzić główny cel mojej wizyty.

Idę do baru.

Żywiec z kija jest prawie równie paskudny, co z butelki.

Pojedyncze osoby podśpiewują przy stolikach, ale nie mają odwagi naszego głównego bohatera, trzymają się z dala od parkietu i wykluczenia społecznego.

Przeszedłem z okrągłego stolika do prostokątnego blatu. Jest G I C I K. Czworokąty są zdecydowanie wygodniejsze.

Na scenę wszedł Stemplowski z jakąś wątrobą na ramieniu, bo na nerkę to było zdecydowanie za duże i momentalnie wcielił się w rolę wodzireja zapowiadając Zibexa.

„Sadzić, palić, zalegalizować” ~ Zibex 2019

Ludzi przybywa, jedni dziwni, drudzy nie.

Zibex jest umiarkowanie zadowolony z hałasu, jaki zaprezentowali słuchacze zgromadzeni pod sceną.

Jagermajster z Pepsi zdecydowanie lepszy niż Żywiec, ale gorszy niż z Colą.

Wszyscy łapy w górę!!!

I nie wszyscy podnieśli. Ludzie nie lubią nakazów, niewidzialna ręką wolnego rynku zweryfikowała przyjaznego rapera z długimi włosami.

Dziewczyna obok mnie skrzeczy głośniej niż Zibex rapuje. Zwróciłbym jej uwagę, ale tworzy ciekawy efekt, a poza tym ma na sobie koszulkę Kanye Westa, a ja lubię Kanye Westa.

Czy lubię Zibexa? Tego jeszcze nie wiem.

Obok mnie stanęła hip-hopowa głowa w fullcapie. Na oko, 30-40 lat. Skanuje salę, potem scenę, znowu salę. Na twarzy ma wymalowane „nie o taki hip-hop walczyłem”, ale zamówił sobie piwko i od razu zrobił się mniej spięty. Jak się później okaże, nasze drogi jeszcze się przetną.

„To jest P O T Ę Ż N E gówno” ~ hypeman Zibexa (2000 + 2×10) – 1

Teraz chodzą w kółko po scenie i powtarzają „lsd”.

Ludziom ogólnie się podoba, albo są obojętni. Czyli dla Zibexa neutralny plus od publiczności.

Obok mnie staje mordeczka z kierunkowym Warszawy wytatuowanym na karku. Ja jako minimalista wolałbym 22 niż 022 – chciałbym z nim o tym porozmawiać, ale boję się, że dostanę w ryj jeszcze w trakcie supportu.

W tłum lecą darmowe płyty. Neutralny plus zmienia się w gigantyczny pozytywny kciuk Gurgiego, dryfujący wokół osi Proximy.

Pod sceną zostali ci co złapali płyty. Reszta delikatnie wycofała się z zawiedzionymi minami.

„Zróbcie hałas dla dziadka!!!!”

„Zróbcie hałas dla babci!!!!”

„Zróbcie hałas dla Zibexa!!!!”

Nawet spoko ten Zibex, taki nie za bardzo normalny i nie za bardzo pojebany.

Ładnie się pożegnał, poprosił publiczność, żeby sama dla siebie zrobiła hałas.

Stemplowski: Znacie takiego rapera jak Bambo?

Znają.

Z głośników leci Buena Vista Social Club i obecnie najbardziej kontrowersyjny głos polskiego rapu – Belmondo. Ciekawe czy Koza jest smutny, że sam nie wymyślił zrobienia sobie sesji u transseksualisty w wannie? Ciekawe czy Glamrap żałuje, że Koza żałuje?

Bambo The Smuggler to bardzo otwarty człowiek. Nie boi się opowiadać o swoich problemach z erekcją z wysokości sceny. Taką otwartość należy podziwiać.

Teraz o stulejce, jestem pod wrażeniem tej pewności siebie.

„Kto lubi alkohol?”

W sumie mało osób podniosło ręce.

„Kto lubi narkotyki?”

Mniej więcej tyle samo.

BAMBO THE EVIL GENIUS MODE ON: Alko NarkoAlko Narko

Niektórzy do tych dwóch słów kiwają głową z takim zrozumieniem, jakby Bambo recytował zaginione zwoje kabały.

Przemytnik uczciwie przyznał, że gra nową nutkę i nie pamięta tekstu. Bardzo szczery człowiek.

Bas napierdala tak mocno, że nawet nie wiem, czy pamięta tekst – kolejne genialne zagranie.

„Dobra wódeczka hehe” ~ Bambo The Smuggler 45^2-6

„Zróbcie przejebany hałas” – Bambo jest zachłanny, nie starczy mu zwykły hałas. Jak to powiedział mój kolega z ośrodka wychowawczego – „jak kraść to miliony, jak kochać to księżniczki, jak chcieć hałasu, to przejebanego” – tylko tacy ludzie coś w życiu osiągną.

Plata o Plomo II po raz 50082619 – spoko, przynajmniej znam słowa polskiego Freddiego Mercury’ego.

Przy zwrotkach Belmondziaka publiczność zachowuje się, jakby nie dawała jebania o jego prywatne zawirowania – szanuję.

Minęło niecałe półtorej godziny, a ja już wlałem w swoje wątłe ciałko 2,5 litra płynów – idę zrecenzować łazienkę.

Wiecie, że przeprowadzono badania na temat czystości poszczególnych kabin w toaletach publicznych i wyszło, że pierwsza jest przeważnie najczystsza? Niestety przede mną otwierają się drzwi drugiej, którą opuszczają dwie krótko ostrzyżone mordeczki z pokaźnymi źrenicami.

Rury niezwykle proste, nie wiem co o tym myśleć…

Bardzo duża rolka papieru, szanuję duże rolki papieru.

Ogólnie w łazience jest zaskakująco czysto, jak na klub polskich słuchaczy rocka i to, że jest w klatce.

Norbert Zawadzki

DJ puszcza Niemiecki rap, polscy słuchacze bujają się jak małpki z berlińskiego (hehe dworca) zoo. Po chwili przestają, pojedyncze osobniki ruszają się w nieskoordynowany sposób. Dla wtopienia w tłum piję bawarskie piwo. Kończę przekaz zanim zorientują się, że nie jestem jednym z nich.

Czytała dla państwa Krystyna Czubówna.

19:41 Kabe się spóźnia, DJ gra niezawodnego Sheck Wesa. Ludzie i dziennikarze są uradowani.

Na scenę znowu wkracza Stemplowski, podgrzewa atmosferę, jak bezdomny niedopałka znalezionego na chodniku – szybko, z lekki grymasem i byle do następnego.

„Dawaj kurwa Kabe” ~ ktoś z publiki, nie chce mi się już wymyślać równań, wiecie o co chodzi.

Jak na życzenie wychodzi Kabe prezentujący się niczym konserwatywny muzułmanin. Gra sobie przebój o ulubionym letnim ficiku Januszy i ziomeczków z francuskich osiek. Rekordowa frekwencja pod sceną.

KIEDY JA MÓWIĘ GETTO WY MÓWICIE FLEX

GETTO

FLEX

GETTO

FLEX

Pyk, kolejna nutka.

Idę po następne piwo.

Czas zwiedzić palarnię.

Gicik, w telewizji leci Noc w muzeum 3. Chyba trochę tu zostanę.

Norbert Zawadzki

Małpa sika na Owena Wilsona.

Kabe kończy nutkę.

W oparach dymu i przepłaconego piwa nastolatkowie obok mnie opowiadają o zawodach miłosnych. „No na tej imprezie ja się ruchałem z Olką (imię zmienione przyp. red.), a po mnie Marek (imię niezmienione przyp. red.), nie podobało mi się to.” Młodzi dorośli dyskutują o Rafalalagate – tak wyglądają kuluary polskiego rapu.

Idę się przewietrzyć.

Wyszedłem tylnym wyjściem. Ludzie ze świata polskich mediów hip-hopowych stoją w kółeczkach wzajemnej adoracji, a ja, jak ten portal, stoję sam z boku.

Widzę równie osamotnionego prowadzącego.

Zagadać?

O, piesek.

Idę do pieska.

Stemplowski odchodzi.

Niczego nie żałuję.

Znowu wracam przez scenę, ale tym razem zatrzymuję się i wsłuchuję w zaangażowany politycznie utwór ukazujący hipokryzję sympatyków opozycji.

„Łoo, łoo ooo, ona chce pisiora, chociaż chodziła na KOD
Łoo, łoo ooo, ona chce pisiora
Łoo, łoo ooo, ona chce pisiora, chociaż chodziła na KOD
Łoo, łoo ooo, ona chce pisiora”

Tiruriru

Tłum przybiera na liczebności.

Ludzie naprawdę dobrze się bawią.

Noriaki Kasai

Koldi leci a capella kończąc zwrotkę enigmatyczno-spontanicznym panczem „Coś tam, coś tam”.

Wróciłem do palarni.

Dowiedziałem się trochę o frenchcorze, dyskutowałem o chujowości Somy, product placemencie w polskim rapie, systemie sprawiedliwości, komunie i prawilności Kaza Bałagane.

Dwa Sławy ominąłem w całości. Dobrze? Źle? Nie wiem.

Podobno w międzyczasie ktoś na scenie dostał w ryj. Jak zwykle przeoczyłem najciekawsze. Jak nie spadający sufit w Iskrze, to bitka w Proximie. Ehh, dobrze, że sam się zatrudniam, bo by mnie zwolnili.

„Czy ktoś tu, kurwa czeka na koncert Young Igiego?”

Łoooooo, jak Red.

Niektórzy biegną pod scenę układając ręce jak Ed, Edd i Eddy.

Czyli czekali.

Ogólnie tak sobie, bo bardziej słychać playback niż Young Igiego.

Publika domaga się Kaza Bałagane.

Chcieli to dostali. Z mp3.

Teraz obok mnie stoi Young Igi. Myślałem, że jest wyższy. Wydaje się miły.

No i wskoczył Kaz Bałagane, kompletnie nie na biało.

W trakcie występu zmienia czapeczkę Gucci na Dsquared2, bo kto bogatemu zabroni?

Co by nie mówić, to Bałagane bardzo dobrze wypada na żywo. Zero playbacku i duża pewność siebie. Czuć, że przyszedł do roboty – nie ma tutaj mowy o artyzmie, ale robi to najlepiej jak umie.

Taki operator na scenie to ma trudną robotę. Ja mogę sobie pójść na piwko, do łazienki, do domu i nikt nie zauważy, a jego widzą wszyscy.

Na backstage’u ktoś się chyba naoglądał Różowych lat 70., bo ostro pachnie kadzidełkiem.

Stojąc za skaczącym tłumem, dostając raz na jakiś czas z łokcia w ekran z wyświetlanym notatnikiem, powoli dochodzi do mnie, o co chodzi w tych wszystkich koncertach. O jedność. Ktoś mówi za tłum, a on jak ocean LCL z The End of Evangelion płynie z nurtem (tak, oglądałem ostatnio trochę chińskich bajek). Nie ma dobra, nie ma zła, jest tylko Kaz Bałagane i jego szafa jebiąca chrzanem. Razem skacze Young Igi, jego dziewczyna, pismak z podrzędnego portalu oraz uczestnik ze zwykłym biletem. Z tą różnicą, że jednych od drugich oddziela bramka, więc zakończenie drugie. ŁEE

Byłem w łazience dla wykonawców i ludzi z wejściówkami. Zrobiła się kolejka w kółeczku, przed kabiną stoi Young Igi, gość w fullcapie i jakiś starszy ziomek z kajdanem na szyi. Pijackie gadki, lekkie samcze przepychanki <Young Igi left the chat> i ja. Stoję, co jakiś czas spojrzę, ale cały czas słucham. W pewnym momencie mój wzrok spotkał się ze wzrokiem ziomka z kajdanem. Uśmiecham się trochę szyderczo i jednocześnie trochę przyjaźnie. W jego głowie pewnie grał największy przebój Pudzian Band.

– Dobra, dobra uspokójmy się, bo tutaj kolega już się chyba trochę boi.

– Jestem z Woli. – odpowiedziałem dumnie – Widziałem, jak prostytutka karmi kota piersią na klatce schodowej.

Fullcap zamarł w wymownej ciszy, Kajdan się na mnie patrzy.

– Ale co? Skąd? Kota, dziwka? Nie zrozumiałem.

– Z Woli, widziałem, jak dziwka próbowała karmić kota jak niemowlę.

W tym momencie to w moje głowie pojawiła się podpora Pudzian Band i Mariusz łamiący swoje własne rekordy w martwym ciągu.

– Eeee, serio?

– No.

Rozeszliśmy się w ciszy.

Kurtyna opada.

Idę do domu.

Działając w zgodzie z rozporządzeniem RODO prosimy o zapoznanie się z Polityką prywatności serwisu.
Kontynuując przeglądanie strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką plików cookies.