Najbardziej niedocenione seriale 2019 roku

Najbardziej niedocenione seriale 2019 roku
Netflix

Mijający rok z pewnością był obfity w fantastyczne, głośne produkcje, ale jednoczenie zalał nas morzem nijakości. W towarzystwie Gry o tron, Czarnobyla i Wiedźmina umknęły nam seriale, które również zasłużyły na uwagę.


Starając się zrobić podsumowanie tegorocznych seriali stanęłam przed zadaniem trudniejszym, niż mi się z początku wydawało. Po pierwsze, w każdym miesiącu wychodzi przynajmniej po kilka nowych produkcji i jeśli naprawdę chciałabym być z nimi na bieżąco, musiałabym zrezygnować z jakiegokolwiek życia towarzyskiego i z powrotem wprowadzić się do domu rodziców, gdzie przed 365 dni zalegałabym na kanapie przed telewizorem. Po drugie, przy każdym podsumowaniu pojawia się jedno kluczowe pytanie – czy naprawdę mogę powiedzieć coś, co nie zostało już powtórzone setki razy? Zdecydowałam się więc najpierw poważnie ograniczyć wybór seriali, a potem zawęzić go do pięciu, które wydawały mi się najciekawsze.

Najpierw zdecydowałam się wykluczyć jakiekolwiek kontynuacje. Tak, wszyscy już wiemy, że finał Gry o tron okazał się fatalny i czy kogoś naprawdę obchodzi jeszcze kolejny sezon Teorii Wielkiego Podrywu? Potem, idąc tą samą logiką, odrzuciłam projekty, które przez ostatnie 12 miesięcy wychodziły nam z lodówki. Jasne, Czarnobyl był świetny, a Wiedźmin wzbudza teraz masę skrajnych emocji, ale to produkcje, które albo zostały, albo jeszcze zostaną przewałkowane przez rzeszę internetowych krytyków.

Z całej puli jaka mi została, wybrałam pięć seriali, które są warte polecenia, a jednocześnie nie polecano ich wystarczająco.

Przy okazji zdałam sobie sprawę, jak wiele obejrzałam w tym roku produkcji, które nie dość, że nie powstały w ostatnim roku, to na dodatek nie powstały także w ostatniej, kończącej się zresztą dekadzie. Trochę wtrącając przyznam więc, że serialem 2019 jest dla mnie nadrabiane Parks&Recreations i NA BOGA, jeśli ktoś jeszcze żył pod kamieniem i tego fantastycznego mockumentu nie widział, to doczytajcie ten tekst do końca, a potem śmigajcie wykupić subskrypcję Amazona i bierzcie się do roboty.

Paragraf 22

Niby o Paragrafie mówiono, niby go chwalono, ale jego premiera nieco zbiegła się z wyjściem równie genialnego Czarnobyla, przez co o tym pierwszym jakby zapomniano. A niesłusznie.

Serial powstał na podstawie powieści Josepha Hellera, a każdy kto się z tą książkę zetknął wie, że przeniesienie jej na ekran do najłatwiejszych zadań nie należy, głównie przez jej specyficzną konstrukcję. Na szczęście podjął się go George Clooney, a efekt jest spektakularny.

Nie będę tu wnikać w fabułę, ale z całego serduszka polecam go wszystkim, którzy potrafią docenić dobre aktorstwo i lubią nieoczywisty, sarkastyczny humor. Paragraf 22 to satyra ukazująca wojnę w trochę innym świetle, która momentami rozbawi, a momentami wyciśnie z nas łzy (ze mnie jej się udało).

Niewiarygodne

Tegoroczne produkcje Netflixa zupełnie mnie nie powaliły – większość była po prostu nijaka. Zdołałam wyłowić jednak miniserial oparty na prawdziwej historii, opisanej w nagrodzonym Pulitzerem artykule.

Twórcy opowiadają o Marie, 18-latce wychowywanej przez szereg rodzin zastępczych, której nie dość, że życie wyraźnie nie oszczędziło, to jeszcze przyszło jej zmierzyć się z doświadczeniem tak dramatycznym, jak gwałt. Serial zgrabnie łączy ze sobą wątki dziewczyny i policjantek prowadzących dwa różne dochodzenia, które zaczynają mieć ze sobą coś wspólnego.

Przede wszystkim jest to historia o tym, że każdy człowiek przeżywa traumatyczne zdarzenia inaczej i nie istnieje wzorzec pozwalający ocenić skalę szkód, jakie wywołały one w psychice. Dzięki silnym, zróżnicowanym bohaterkom serial składa się w zgrabną całość, która szokuje i skłania do refleksji.

Szukając Alaski

Kiedy ktoś decyduje się przenieść na ekran książkę, która naprawdę wam się podobała, gdzieś z tyłu głowy zaczynają się gromadzić czarne myśli – tak wiele może pójść nie tak. Gdy sięgnęłam po książkę Johna Greena zimą 2013 roku na okładce znajdowała się informacja o sprzedaniu praw i nadchodzącym filmie. Minęło kilka lat, a zamiast filmu dostaliśmy serial.

Po raz kolejny, książka niełatwa do zekranizowania. Z jednej strony mamy charakterystyczny humor z dużą dawką infantylności (w końcu to powieść dla młodzieży), z drugiej poruszenie trudnego tematu śmierci i żałoby. Zachowanie odpowiedniego balansu i oddanie ducha opowieści Greena to nie taka prosta sprawa. Twórcy podołali i w Szukając Alaski zagrało wszystko – od idealnego doboru aktorów i scenografii, przez klimat, po przedstawienie historii.

Serial sam w sobie jest mocnym osobnym tworem, ale mimo wszystko polecam przeczytać wcześniej książkę – wtedy dopiero naprawdę go docenicie.

Odwal się od kotów. Polowanie na internetowego mordercę

W podsumowaniu nie mogło zabraknąć dokumentu. Ich również było w tym roku mnóstwo i wiele z nich uważam za świetne, jak np. Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy’ego. Kierując się jednak zasadą tych mniej docenionych, polecam wszystkim nowość Netflixa – Odwal się od kotów. Polowanie na internetowego mordercę. W trzech odcinkach poznajemy historię mężczyzny, który zasłynął, no cóż, mordowaniem kociąt, a także internautów, którzy za punkt honoru postawili sobie wytropienie go.

Opowieść ze zwrotami akcji, która jednocześnie mrozi krew w żyłach i momentami bawi – głównie przez absolutnie fantastyczną charyzmę opowiadających ją bohaterów. Polecam szczególnie fanom historii z dreszczykiem.

Ty

Co prawda Ty pierwotnie ukazało się w 2018 roku, ale rozgłos przyniosło mu dopiero pojawienie się na Netflixie na początku 2019 roku, dlatego umieszczam ten serial na honorowym miejscu bonusowym. Zarówno pierwszy sezon, jak i świeżo wyemitowany drugi, zmusiły mnie do wlepienia oczu w ekran i wysiedzenia przed nim przez cały dzień.

Historia Joe Goldberga jest jedyna w swoim rodzaju – to piękny przykład tego, że jesteśmy usprawiedliwić wszystkie grzeszki, jeśli tylko ktoś podsunie nam odpowiednią wymówkę. Fantastyczne są też nawiązania do literatury, które sprawiają, że Ty to opowieść wielowymiarowa.

To zresztą kolejny serial na podstawie powieści. Tym razem jednak ze zdecydowaną korzyścią na rzecz tego pierwszego. Powieść Caroline Kepnes sprawiła, że miałam ochotę wyrwać wszystkie włosy z głowy i tym większy szacunek należy się scenarzystom, że z opowieści tak miałkiej, nudnej i wywołującej jedynie wznoszenie oczu do nieba, udało im się stworzyć adaptację, która przykuwa widzów do telewizorów.

Działając w zgodzie z rozporządzeniem RODO prosimy o zapoznanie się z Polityką prywatności serwisu.
Kontynuując przeglądanie strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką plików cookies.