Ostatnia wojna zawitała do bram Królewskiej Przystani

Ostatnia wojna zawitała do bram Królewskiej Przystani
HBO

Możemy podsumować najnowszy odcinek jednym słowem: dracarys.


Uwaga: artykuł zawiera spoilery.

Jeśli ktoś narzekał na brak akcji w pierwszych dwóch odcinkach ostatniego sezonu Gry o tron i niedosyt śmierci w bitwie o Winterfell, teraz może wygodnie rozsiąść się w fotelu i z niezdrowym zadowoleniem oglądać rozlew krwi.

Muszę oddać twórcom serialu to, że wciąż potrafią mnie zaskoczyć. Przez pewien czas myślałam, że będzie to jeden z tych statycznych epizodów, w którym usłyszymy ważne dialogi, ale nie uświadczymy wiele akcji. Okazało się jednak, że brutalnie przypomniano nam, czym tak naprawdę jest Gra o tron.

Z początku wydawać by się mogło, że każdy z bohaterów na swój sposób dostał to, czego chciał. A później brutalnie mu to odebrano. Jak wyglądał bilans?

Gendry – w końcu z bękarta stał się lordem i zyskał prawo do nazywania się ostatnim żyjącym członkiem rodu Baratheon. W całej euforii postanowił oświadczyć się Aryi, ale chyba wszyscy wiemy, że najmłodsza Starkówna nie ma najmniejszego zamiaru zostać damą dworu.

Brienne – nie dość, że niedawno spełniło się jej marzenie o pasowaniu na rycerza, to jeszcze Tormund w końcu dał jej spokój, a na dokładkę dostała Jaime’go w swojej komnacie. I może wszystko ułożyłoby się całkiem bajkowo, gdyby Lannister nie przypomniał sobie o istnieniu swojej siostry i nie odjechał w stronę Południa. Może jednak to nie miłość do Cersei zaślepiła rycerza i królobójca pozbędzie się kolejnego władcy?

Szary Robak – w jednej chwili trzyma rękę ukochanej, w drugiej widzi jej głowę spadającą u bram Królewskiej Przystani. Niby ciężko byłoby to przebić, ale przy największym przegranym wciąż pozostaje daleko w tyle.

Daenerys – nie da się ukryć, że Dany znajduje się na skraju i niemal każda scena z jej udziałem powoli łamała mi serce. Najpierw uczta, podczas której zauważa, jak wielkim uwielbieniem cieszy się Jon, i samotność, z jaką musi zmierzyć się po śmierci Joraha. Potem wybór ukochanego, który uniemożliwi im bycie razem. A kiedy już myślimy, że wszystko się uspokaja i widzimy dwa smoki majestatycznie szybujące nad Smoczą Skałą, Euron Greyjoy brutalnie zabija Rhaegala. Na dodatek Dany na własne oczy widzi śmierć najlepszej przyjaciółki i po jej minie wiemy już, że czas negocjacji zdecydowanie się skończył.

Może faktycznie Varys i Tyrion mają rację i Smocza Królowa nie do końca nadaje się na królową Westeros. Trudno jednak dziwić się jej porywczości – mam tylko nadzieję, że nie narazi się na idiotyczną śmierć. Na razie wszystko wskazuje na to, że ostatnie słowo Missandei dało jej do myślenia i w kolejnym odcinku zobaczymy prawdziwy ogień.

 

Działając w zgodzie z rozporządzeniem RODO prosimy o zapoznanie się z Polityką prywatności serwisu.
Kontynuując przeglądanie strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką plików cookies.