Ten Typ Mes – RAPERSAMPLER

Ten Typ Mes – <em>RAPERSAMPLER</em>
Alkopoligamia

Bardzo osobista płyta zasługuje na równie osobistą opinię.


Przez ostatnie parę dni spędziłem przy tym albumie kilka godzin. Od momentu, kiedy pierwszy raz usłyszałem Odporność wiedziałem, że przyjdzie mi obcować z bardzo prywatnym wydawnictwem. Zresztą nie trzeba być jasnowidzem, żeby przewidzieć ogromne nasycenie osobistych przemyśleń i historii na materiale, którego okładka sygnowanym jest aliasem – Ten Typ Mes.

Choć zawsze muzycznie bliżej mi było do Pawła z Ursynowa, Piotrek ze Śródmieścia, teraz już raczej Piotr (w końcu 35 lat z perspektywy moich 21 to nie przelewki), od Trzeba było zostać dresiarzem coraz bardziej zaczynał do mnie przemawiać. W końcu w pełni mnie kupił na swojej najnowszej płycie, dzięki podobieństwom, które w nim dostrzegłem. RAPERSAMPLER to album stworzony przez Mesa i o Mesie. Pierwszym czego się o nim dowiedziałem, jeszcze zanim płyta ujrzała światło dzienne, było to, że potrafi docenić ludzi z którymi pracuje i dzięki którym jest takim twórcą, jakiego znamy. W udostępnionej na jego fanpage’u serii zdjęć przedstawił między innymi Aleksandra Kurkowskiego (autora okładek swoich płyt) razem z partnerką Adą (wokalistką występującą u Mesa w chórkach) oraz synem Tolkiem, Aandrzeja Pieszaka (dyrektora muzycznego swojego zespołu), Emila Blefa (obok Mesa jedyny raper na płycie, z którym współtworzy Flexxip), Kingę Miśkiewicz (wokalistkę pełniąca rolę chórzystki), trzon Alkopoligamii (siebie, Witka i Stasiaka), Jose Manola Albana Juareza (perkusistę, którego możecie usłyszeć w Odporności) oraz swojego ojca (prof. chirurgii, Jacka Szmidta). Tutaj zdobył u mnie pierwszego plusa. Bardzo szanuję, gdy ktoś docenia ludzi dzięki którym tworzy i wyciąga ich z cienia. Przekładając to na grunt dziennikarsko-wydawniczy mam nadzieję, że w ślady Mesa pójdą wszystkie portale w Polsce i zawsze będą podpisywać autorów zdjęć i tekstów. Po pozaartystycznym zapunktowaniu można w końcu przejść do samej płyty. Panuje na niej wspomniany wcześniej brak tajemnic przed słuchaczem, melancholia i prostota wymieszana z dopieszczonymi detalami.

Otwierająca, emocjonalna Odporność, jak każde nagranie na tym albumie jest zbiorem opowiadań z życia Mesa. Tutaj poznajemy postać jego mamy, która jest lekarzem, podejścia do łapówkarstwa, odwołania do Warszawy i kilka anegdot z życia rapera. Szczególnie bliska mojemu sercu jest opowieść o odwiedzeniu przedszkolnego placu zabaw po pijaku, bo komu nie zdarzyło się odwiedzić po zmroku któregoś z przystanków swojej edukacji – w moim przypadku było to picie na zniszczonym boisku wolskiej podstawówki. Na ogromne uznanie zasługuje również wieńczący nagranie, wprawiający w melancholijny stan, śpiew Justyny Święs. W mojej wymarzonej wersji tego albumu, piękny głos wokalistki The Dumplings jest ostatnią rzeczą, jaka dociera do słuchacza. Z perspektywy trzeciej osoby opisuje całe wydawnictwo i postać samego twórcy.

Łączenie przeszłości z teraźniejszością towarzyszy nam przez pełną godzinę i dodatkowe trzy minuty. Wyjątkiem nie jest Krzyczał na synka, kawałek o męskiej stronie drzewa genealogicznego rodziny Szmidtów. Traktuje o trudnych relacjach z rodzicem i jest przestrogą dla dziecka, żeby nie powielało ich błędów wychowując własną latorośl. Polecam nawet jeśli dobrze układało wam się z rodzicami. Wtedy może was urzec folkowa inspiracja, którą słychać w refrenie i jak zawsze świetne flow rapera, którego cechuje znakomite wyczucie rytmu. A jeśli mieliście więcej problemów z żeńską częścią swoich rodziny, to razem ze mną możecie śpiewać – Krzyczała na synka.

Nie chciałbym tym, którzy jeszcze nie słuchali zdradzić od razu całego materiału, dlatego nie będę tak dokładnie pochylał się już nad każdym utworem. Zwrócę jeszcze jednak pokrótce uwagę na resztę ważnych momentów. W Modzie na palenie sziszy padają chyba najważniejsze wersy na albumie:


„Poprzednia płyta to zbiór tego, co boli, co ważne/Ta będzie zbiorem paraboli okolic doraźnych”


RAPERSAMPLER to zbiór impulsywnych przemyśleń i doraźnych emocji: agresywne, nowoczesne Nie bądź kurwą, gdzie z perspektywy 35-letniego Warszawiaka wymienione są wszystkie denerwujące zachowania osób dzielących z nim przestrzeń publiczną. Manifestująca niechęć do towarzyszącego przez większość roku wszystkim Polakom zimna, w Zimie, przemycającej dzięki talkboxowi trochę kalifornijskiego słońca. Rudy Kurniawan, w którym punktuje raperów tworzących jedynie dla pieniędzy za pomocą bystrego porównania do indonezyjskiego oszusta, który sprzedawał tanie wina w cenach kolekcjonerskich trunków. Impulsywnym przemyśleniom towarzyszą również te długo dojrzewające myśli, jak spojrzenie na temat rodziny w Krzyczał na synka, patriotyzmu w wręcz tanecznym Wyględowie. Opozycyjne dla Nie bądź kurwą Jeszcz, gdzie jako Flexxip z Emilem Blefem wymieniają, jakie cechy doceniają u ludzi, czy spojrzenia na samego siebie przez pryzmat wydarzeń z przeszłości oraz spotkanych ludzi i twórców, którzy inspirowali go w cykającym Hołd Up, które zawiera bystre spostrzeżenie, że każdy artysta jest wypadkową dzieł, z jakimi wcześniej miał styczność.

Żeby jednak nie było tak do końca słodko wymienię dwie rzeczy do których można się przyczepić. Od dawna, solą w moim oku są anglicyzmy wtrącane, co rusz przez Mesa, choć na tej płycie nawet to jest robione w miarę przyzwoicie i czasami brzmi, muszę to przyznać, całkiem dobrze. Ale najbardziej kłują moją korę mózgową, żenujące opisy różnych aktów seksualnych. Dla przykładu, żeby was nie męczyć podam tylko jeden wyrwany żywcem z głównej strony Kwejka 2012 roku wers z Mody na palenie sziszy o Lanie Del Rey:

„Pierwsze panny?
Wielkie paski, jakby miały tytuł w boksie
Po te, co zawsze w legginsach, więc ich nogi mają światłowstręt
Te posh; Ray Ban del rey Lana
I te które brały go jak Lana wspak (anal)”

Myślę, że słuchamy muzyki, z którą możemy się utożsamiać. Dla mnie forma sztuki oparta na dźwiękach jest najlepszym sposobem na wyrażanie emocji, dlatego w ciągu kilku minut, kiedy słucham rapera, wokalisty czy instrumentalisty lubię stawiać metaforyczny znak równości między mną a nim. Za pomocą dźwięków przekazuje moje uczucia i przeżycia. Przynosi ulgę, gdy nie czuję się najlepiej, potęguję radość lub wywołuje uśmiech, gdy słyszę że, choć w różnych momentach życia, przytrafiło nam się to samo. Wszystkie te emocje towarzyszyły mi podczas obcowania z najnowszym albumem Mesa.

Działając w zgodzie z rozporządzeniem RODO prosimy o zapoznanie się z Polityką prywatności serwisu.
Kontynuując przeglądanie strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką plików cookies.