Za nami Bitwa o Winterfell

Za nami <em>Bitwa o Winterfell</em>
HBO

Trzeci odcinek finałowego sezonu Gry o tron potwierdził, że często ważne są nie słowa, a czyny.


Uwaga: artykuł zawiera spoilery.

Reżyserowana przez Miguela Sapochnika (Bitwa Bękartów).
Kręcona przez 55 dni.
Udział wzięło w niej 750 aktorów.
Była najdłuższym odcinkiem Gry o tron i jednocześnie najdłuższą pokazaną na ekranie bitwą w historii kinematografii.
Za nami Bitwa o Winterfell i musicie przyznać – to wyjątkowe dzieło.

Na ogół nie zachwycam się aż tak efektami specjalnymi, ale najnowszy odcinek nie pozostawia wątpliwości – Gra o tron to przepięknie nakręcony majstersztyk. To właśnie efekty wizualne grały dziś pierwsze skrzypce – nie uświadczyliśmy zbyt wielu dialogów. Słowa wypowiadane są ostrożnie i z rozwagą, ale przez to można odnieść wrażenie, że każde z nich jest wyjątkowo istotne.

Niezwykle zadowolił mnie powrót Melisandre, którą zawsze uważałam za jedną z bardziej intrygujących postaci, a nowe sceny z jej udziałem były rewelacyjne. Mimo, że po raz pierwszy na jej twarzy widać było zwątpienie, okazała się potężnym graczem. No i może jej widok nie ucieszył zbytnio ser Davosa, ale z pewnością okazał się istotny dla Aryi. Spełniła się również jej obietnica dana Varysowi – kapłanka powróciła i umarła w Westeros, zgodnie ze swoim przeznaczeniem.

Wiele rzeczy nieźle mnie zdziwiło. Zaskoczeniem może wydawać się tak niewielka liczba zmarłych (oprócz oczywiście całej armii Nocnego Króla, ale oni umarli już tyle razy, że właściwie nikt nie zwraca na nich uwagi). Choć, jak wcześniej przewidywano, krypty wcale nie okazały się najbezpieczniejszym miejscem w zamku, właściwie wszyscy ważni gracze uszli w nich z życiem. Nie każdy jednak miał to szczęście i nie wiem jak wy, ale ja uroniłam początkowo kilka łez nad Lady Mormont, Beric’iem i Theonem, by potem wraz z Daenerys kompletnie rozkleić się na widok śmierci Joraha.

Chyba nikt nie ma jednak wątpliwości, że prawdziwym bohaterem bitwy, a raczej jego bohaterką, jest Arya Stark, która po raz kolejny przypomniała mi, czemu od początku jest jedną z moich ulubionych postaci.

HBO

Zaskoczeniem wydaje mi się także śmierć Nocnego Króla i jego zombie. Przez prawie 120 minut wielokrotnie zaciskałam pięści powtarzając „oni tego nie utrzymają”. Nie zrozumcie mnie źle, nawet przez moment nie kibicowałam umarłym, ale czy to możliwe, że armia została pokonana na dobre? Jeśli tak, to wizja Dany z Domu Nieśmiertelnych o śniegu w sali tronowej i przepowiednia Brana o smoku lądującym w Królewskiej Przystani zaczyna mieć nieco inne znaczenie.

HBO

Pewnie przegram kilka zakładów, ale mimo wszystko cieszę się, że scenarzyści nie uśmiercili więcej osób. Nie zapominajmy, że to dopiero trzeci odcinek sezonu, a prawdziwa walka to walka o Żelazny Tron.

Działając w zgodzie z rozporządzeniem RODO prosimy o zapoznanie się z Polityką prywatności serwisu.
Kontynuując przeglądanie strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką plików cookies.